PODHALAŃSKI SERWIS INFORMACYJNY Podhalański Serwis Informacyjny WATRA
  Marzec 2016 12345678910111213141516171819202122232425262728293031  

Cisna

Góry

Bieszczady zimą – baśniowa kraina 2...

Czwartek, 17 marca 2016 r.
Autor: Wojciech Szatkowski

Poranek pod szczytem JasłaPo styczniowej przygodzie przyszła pora na kolejne ski-turowe wyprawy po Bieszczadach. W miesiącu lutym. Generalna uwaga. Są w tych górach miejsca magiczne. W pełni tego słowa znaczeniu. Właściwie trudno do końca określić na czym ta magia polega, ale będąc na Płaszy, Okrągliku, Chryszczatej i Hyrlatej przekonacie się pewnie sami. Zaczynamy od Hyrlatej. Wycieczka narciarska w masyw Berda, Hyrlatej i Rosochy to jedna z najładniejszych tur narciarskich w Bieszczadach Zachodnich. Nie tylko tam było jednak pięknie. W galerii zdjęć prezentujemy fotografie z innych bieszczadzkich szczytów: Jasła, Płaszy, Kurnikowego Beskidu, Okrąglika i Fereczatej. Znowu było ślicznie, lekko demonicznie i pięknie. Znowu okiść pokryła lasy, a tajemnicze mgły włóczyły się po połoninach. Czyli jak było? Poczytajcie.


Magia Hyrlatej...

Tym razem droga w Biesy i Czady upłynęła spokojnie. Zacząłem ski-turowe wyprawy od Hyrlatej. Przez wiele lat Hyrlata była słabo znanym masywem leśnym. To ostatnio zmieniło się. Szlak przez masyw Hyrlatej powstał w październiku 2015 r. i jest oznaczony kolorem niebieskim. Jest dostępny także dla narciarzy ski-turowych. Rozpoczyna się w miejscu, gdzie z drogi z Przełęczy Przysłopce na Cisną (droga nr 897) skręca w prawo wyraźna leśna droga, prowadząca przez Dolinę Solinki do Roztok Górnych. Tam pozostawiamy auto (przy znaku zakazu wjazdu) i ruszamy na nartach łatwym terenem. Od samego początku wycieczki po jej kres towarzyszą nam przepiękne widoki. Już z punktu startowego widoki te są niezwykłej urody. Na pierwszym planie widzimy cel naszej narciarskiej wyprawy - potężny masyw Berda i Hyrlatej, położone po naszej lewej stronie, a po prawej widać stożkowatą Matragonę. Widać też zabudowania wsi Żubracze o której słów kilka. Żubracze leży w gminie Cisna, nad rzeką Solinką. W latach 1975-98 wieś należała administracyjnie do województwa krośnieńskiego. Przez wieś przebiega trasa bieszczadzkiej kolejki wąskotorowej, do miejscowości Majdan, oraz wojewódzka droga nr 897, którą można polecić jako jedną z najpiękniejszych w Bieszczadach. Wieś lokowano na prawie wołoskim przed 1552 r. (wtedy występuje już w dokumentach), jako wieś w dobrach Balów, a w dokumentach czytamy o „górze Howorlath”, czyli o dzisiejszej Hyrlatej. W czasie II wojny światowej przez Żubracze i Hyrlatą prowadził szlak kurierski na Węgry o kryptonimie „Las”. W domu u Jadwigi Kociatkiewiczowej, „Reni”, znajdował się punkt kontaktowy na trasie kurierskiej. Na odnowionym nie tak dawno cmentarzu w Żubraczem znajduje się kilka nekropoliów, w tym nagrobek właściciela wsi. Wieś Solinka nie istnieje już prawie, pozostały zaledwie cztery domy. Akcja „Wisła” przeprowadzona tutaj w kwietniu i maju 1947 r. spowodowała wyludnienie tych terenów. Wysiedlono stąd 169 osób. W tych trudnych bieszczadzkich czasach doszło do walk żołnierzy Wojska Polskiego z sotnią UPA „Hromenki”. Po wysiedleniach wieś nie została już odbudowana. Po tych krótkich, ale ważnych informacjach historycznych, wracamy do opisu trasy naszej wycieczki narciarskiej.

Ruszamy na nartach od auta. Po ok. 20 minutach podejścia widzimy drogowskaz turystyczny z tabliczką i napisem „Hyrlata” i niebieskim oznaczeniem. Podaje on czas podejścia na szczyt Hyrlatej 2:30, a do Roztok Górnych 3:30. Proszę się jednak nie zwieść tą informacją. Te podane czasy odnoszą się do lata. Zimowa turystyka narciarska to jednak zupełnie inna bajka. Przy optymalnych warunkach, z odpoczynkami, całkowity czas przejścia naszej trasy to ok. 5-6 godzin dla wprawnego turysty. Rozpoczynamy podejście szlakiem niebieskim. Skręcamy za nim w lewo i drogą leśną, dość stromym terenem, rozpoczynamy podejście na pierwszy ze szczytów leśnego masywu Hyrlatej – na Berdo. Z racji stromizny podnosimy piętkę wiązania ski-turowego na pozycję pośrednią, ułatwiającą stromsze podchodzenie. Ruszamy. Szlak jest bardzo dobrze oznakowany, najpierw skręca łagodnie w lewo, potem w prawo (drogowskaz, pomarańczowa strzałka na drzewie). Dodajmy, że obok oznakowania w kolorze niebieskim (naniesionego przez PTTK) na tym odcinku, czyli do szczytu Hyrlatej, znajdujemy na drzewach kwadratowe znaki biało-zielone, z zielonymi pasami (odblaskowymi, dobrze widoczne nawet nocą). Są to oznaczenia szlaku prywatnego GPS, prowadzącego z pensjonatu „Cicha Woda” w Żubraczem na szczyt Hyrlatej. Oznakowanie to jest bardzo gęste (w sumie ok. 80 znaków). Z podejścia mamy ładne widoki na łąki nad wsią Żubracze, na piękny masyw Matragony, na otoczenie Przełęczy Przysłopce oraz dolinę Solinki. Widok jest bardzo plastyczny i mimo, że trochę przesłaniają go drzewa, jest wyjątkowo piękny. Hyrlata jest wybitnym szczytem Bieszczadów Zachodnich zarówno pod względem widokowym jak i przyrodniczym. Ponoć ten masyw to matecznik niedźwiedzi brunatnych, są tutaj i rysie (podczas jednego z narciarskich przejść tego masywu autor tego przewodnika szlakował jednego z rysiów zamieszkujących masyw Hyrlatej). Bywają również i wilki, nie mówiąc o licznej zwierzynie płowej. Pamiętajmy jedno: przyroda jest najważniejsza. Wiosną uważajmy na niedźwiedzie brunatne, bo w Bieszczadzie zdarzyło się kilka ataków na ludzi. Gdy Go spotkamy na ścieżce wycofajmy się, nie podchodźmy zbyt blisko. Wtedy nie powinien zaatakować. My z Tomaszem Hartmanem nie spotkaliśmy niedźwiedzia. Za to tropiliśmy rysia.

Panoramę oglądamy poprzez potężne gałęzie wielkich drzew, stare, brązowe liście małych buczków. Po ok. godzinie podejścia wchodzimy na leśny grzbiet, a szlak prowadzi charakterystyczną, choć w sumie niewielką przecinką. Po ok. 1,5 – 2 km podejścia teren się trochę wypłaszcza, pojawiają się także pierwsze polany widokowe po naszej prawej i lewej stronie. Otoczone bukowymi lasami wywołują kolejne, estetyczne wrażenie. Las z Hyrlatej to osobny temat. Pojawiają się wraz z wysokością niesamowicie pokręcone wiatrem formy buków. Pokręcone wichrami drzewa nawiązują w swej formie do trudnych i pokręconych dziejów tej ziemi.

Idąc tym grzbietem leśnym wchodzimy na szczyt Berda (Wielki Hyrlaty, 1041 m). Z wierzchołka Berda na Hyrlatą mamy do pokonania ok. 1,7 km. Poruszamy się cały czas na nartach na zasadzie góra - dół, krótkie podejścia są przetykane krótkimi zjazdami, podczas których zupełnie nie opłaca się ściągać fok. Przechodzimy przez kolejne polany widokowe. Po chwili spaceru grzbietem wchodzimy na Zwornik (1083 m), skąd do Hyrlatej pozostało już niedaleko – 0, 87 km. Grzbietem dochodzimy do Wielkiej Polany (1079 m), jest to miejsce, przy dobrej pogodzie, ze wspaniałymi widokami na obydwie strony. Dobry jest widok na pasmo połonin, Smerek, jak i na Pasmo Graniczne. Na Wielkiej Polanie znajdują się na 4 tyczkach znaki szlaku (nieraz zakryte śniegiem, okiścią, lodem etc.). Przechodzimy instynktownie przez środek polany za tyczkami, wchodzimy ponownie w las, a potem łagodnie skręcając w prawo wchodzimy na kolejną wielką polanę widokową, znajdującą się pod wierzchołkiem Hyrlatej. Idziemy dalej wzdłuż lasu, mijamy krzyż i dochodzimy do słupa triangulacyjnego. Obok tyczka z żółtą tabliczką Hyrlata (1103 m). Cel naszej wycieczki został osiągnięty.

Tu kończy swój bieg szlak GPS z „Cichej Wody”. Dalej idziemy już tylko za znakami niebieskimi. Ponownie, charakterystyczną niewielką przecinką, idziemy dalej grzbietem Hyrlatej w stronę Rosochy. Krótki zjazd na fokach prowadzi w stronę Przełęczy Koszary (1022 m). Kilkaset metrów dalej wchodzimy na kolejną, trzecią już wielką polanę – to szczyt Rosochy (1085 m). Pośrodku tyczka z żółtą tabliczką informującą, że jesteśmy na wierzchołku. Z wierzchołka Rosochy kawałek jeszcze pokonujemy z fokami przyklejonymi do nart. Dojeżdżamy do miejsca, gdzie wyraźna przecinka leśna opada fantazyjnie w dól. Odpoczywamy i ściągamy foki. Ruszamy do ponad dwukilometrowego zjazdu do Roztok Górnych. Zjeżdżamy przecinką, niezbyt stromym lasem na wprost, omijając kilka dużych zwalonych drzew. Przy dużych śniegach można je przeskoczyć. Dojeżdżamy na charakterystyczną, śródleśną przełączkę. Tu znaki szlaku niebieskiego skręcają ostro w prawo (uwaga przy zjeździe, by nie ominąć tego miejsca). Szlak niebieski prowadzi teraz drogą leśną (uwaga kamienie i gałęzie) dość łagodnie w dół. Jedziemy za nim albo po ścieżce bądź po pobliskim, niezbyt gęstym lesie. Ścieżka ma ok. 5 - 6 metrów szerokości, więc przy puszystych śniegach nadaje się do fantazyjnego „pędzlowania” krótkim skrętem. Po kilkuset metrach zjazdu szlak schodzi dość stromo do potoku (uwaga, nie rozpędzamy się). Przejeżdżamy przez potok i dalej za znakami niebieskimi przechodzimy przez łąki nad Roztokami Górnymi do pozostawionego w miejscu, gdzie kończy się szlak niebieski auta. Nasza wycieczka w tym miejscu się kończy. Była piękna.

Jasło zawsze piękne...

Wyruszamy z centrum Cisnej. Współrzędne geograficzne miejscowości Cisna są następujące. Szerokość geograficzna: 49°12′47″N. Długość: 22°19′40″E. Wysokość nad poziomem morza: 560 m. Jeżeli mamy z sobą GPS, wpiszmy koniecznie pozycję wierzchołka Jasła, podaną w dalszej części tekstu. To ułatwi nam nawigację w dzikich górach, którymi są Bieszczady. Oznaczenie czerwonego szlaku jest dobre, ale zimą nawet największy narciarski wyga może się dać wodzić za nos godzinami przez mgły i kurniawy. Nowoczesna technika ułatwia nam życie w górach więc z niej skorzystajmy. Parkujemy auto w centrum Cisnej. Kierujemy się na parking pod drink-barem "Siekierezada", legendarnej miejscówce w Cisnej, gdzie po wycieczce możemy odpocząć, coś wypić i spróbować lodowatego piwka. Wystrój baru jest wyjątkowy jak i wyjątkowi byli/są ludzie, którzy tu zaglądali. Kilka słów o tym miejscu. Bar zawsze miał wiernych bywalców: bieszczadników, ludzi stąd, malarzy, poetów. Każdy znajdzie tutaj swoje miejsce. Byli wśród nich legendarny Władysław Nadopta „Majster Bieda”, Zdzisław Rados, Piotr Francuz, Jędrek Połonina, Jan Małpa, Marsula, Witek Malarz, Pezeks i Papa Smerf oraz poeta Ryszard Szociński, Jan Zubow i inni słynni bieszczadnicy i „ludzie stąd”. Dziewięć stołków przy barze jest symbolem dziewięciu tych, którzy odeszli. „Siekierezadę” podczas pobytu w Cisnej należy odwiedzić koniecznie. Zawsze jest tu inaczej, zawsze biesy i czady spoglądają na przybyłych tu gości. Nieraz groźnie, nieraz z zadowoleniem, a nieraz... z pobłażaniem. Często wita gości ciężki rock i opary alkoholu. „Siekierezada” jest wyjątkowa w skali światowej i dopóki takie miejsca będą w Bieszczadzie, Bieszczad ocaleje w swojej wyjątkowości. Strona www. baru to www.siekierezada.pl serdecznie zapraszamy do jej odwiedzenia. Dość już siekierezadowych historii, wracamy do trasy wycieczki narciarskiej.

Mijamy „Siekierezadę” oraz znajdującą się obok galerię "Czarny kot". Wyraźną dróżką w dół docieramy w pobliże mostu kolejki wąskotorowej nad rzeką Solinką. Tu będzie wyraźnie już oznakowany czerwony szlak, prowadzący na cel naszej wyprawy - Jasło i przechodzimy za nim most. Foki zapięte na narty, bo tutaj zaczyna się długie podejście. Zakładamy narty i do boju.

Zaraz za mostem szlak skręca w prawo, biegnąc stromą skarpą nad brzegiem Solinki. Po chwili przecina wpadający tu potok i zagłębia się w las. Teraz idąc lekko pod górę, po kilkunastu minutach, docieramy do miejsca katastrofy śmigłowca. Znajduje się ono po lewej stronie szlaku, ok. 20 m od czerwono znakowanej ścieżki. W miejscu katastrofy gdzie 10 stycznia 1991 roku rozbił się śmigłowiec ekipy popularnego programu telewizji polskiej "997". Znajduje się tutaj obelisk z nazwiskami osób, które zginęły w wypadku. Podchodzimy jeszcze kawałek do góry i osiągamy stokówkę, biegnącą z Majdanu. Zakręt szlaku sugeruje skręt w lewo, co należy uczynić. Po 100 m szlak ponownie wchodzi do lasu, odbijając tym razem w prawo. Zacznie się teraz dość intensywne podejście. I dość długie. Jest to najbardziej męczące i najdłuższe podejście na całej trasie. Ścieżka pnie się stromo do góry, pośród bieszczadzkiego lasu. Ten pierwszy etap wycieczki narciarskiej na Jasło jest dość wyczerpujący. Ważne jest, by ustawić tył wiązania na pozycję pośrednią, wtedy będzie się nam podchodziło łatwiej.

Chwilę wędrujemy po płaskim odcinku grzbietu, po czym stromo wychodzimy na zalesiony wierzchołek Rożków (943 m n.p.m.). Dokładniej rzecz biorąc trawersujemy go kilka metrów niżej. Teraz wędrujemy już na zmianę lasami i małymi polankami – początkowo płasko, później łagodnie pod górę. Idealny teren dla narciarza-turysty. Jak to na bieszczadzkiej wyrypie narciarskiej. W końcu grzbiet spiętrza się mocniej – to znak, że zbliżamy się do kolejnego wzniesienia – szczytu Worwosoki (1024 m n.p.m.). Teraz łagodnie pofalowanym grzbietem, przez kolejne malownicze polanki i karłowate zarośla buczyny, wychodzimy na rozleglejsze polany pod szczytem Małego Jasła (1097 m). Pozycja GPS szczytu Małego Jasła to 49°10′25″N 22°21′12″E. Podejście z Cisnej na szczyt Małego Jasła powinno nam zająć ok. 2,40 – 3 godzin. Na Jasło mamy stąd jeszcze ok. 40 minut podejścia ładnym, odkrytym terenem. Warto zwrócić uwagę na panoramy ze szczytu Małego Jasła. W kierunku wschodnim otwiera się stąd kapitalna panorama na pasmo połonin, z dominującym szczytem Smereka, na prawo od niego widać szerokie obniżenie Wetliny i Berehów Górnych. Kontynuujemy wyprawę narciarską. Podchodzimy dalej pod kolejny bieszczadzki szczyt - Szczawnik (1080 m), początkowo rozległą zaśnieżoną łąką, a wkrótce zagłębiamy się między drzewa. Tam znajduje się dość szeroka ścieżka leśna. Szlak jest dobrze oznakowany, Po wejściu na Szczawnik rozpoczyna się krótkie zejście/zjazd na fokach (nie ścigamy ich, nie opłaca się) w kierunku Jasła. Oczywiście zejście tylko w pierwszej, początkowej fazie, gdyż pod samo Jasło czekać na nas będzie solidny marsz na nartach pod górę. Teren jest już odkryty. Nim wchodzimy na szczyt Jasła.

Jasło (1153 m n.p.m) to najwyższy punkt naszej wyprawy narciarskiej, który powinniśmy osiągnąć po ok. 3-3,5 godziny od wyjścia na szlak czerwony z Cisnej. Jeżeli szlak jest nieprzetorowany – co się zdarza –  doliczyłbym godzinę do czasu podstawowego. Przy bardzo głębokich śniegach doliczyłbym nawet dwie godziny. Pozycja GPS wierzchołka Jasła to 49°09′28″ 22°21′49″E. Wierzchołek jest rozległy. Chociaż są tacy, którzy twierdzą, że panorama z tego miejsca jest przereklamowana, nie zgadzam się z nimi. W pogodny dzień jest tu naprawdę wyjątkowo, a widoki są i dalekie i niezwykle plastyczne. Niedaleko, bo ok. 50 m od szlaku widać drewnianą wieżę geodezyjną. Uważam, że na pewno warto tam podejść na nartach. Z tego miejsca wyłonią się lepsze widoki w kierunku północnym. Jasło jest dobrym punktem widokowym. Mamy stąd panoramy na wszystkie strony, na połoniny bieszczadzkie, od Smereka po Bukowe Berdo, a także na teren gór Słowacji. Warto się wybrać na narciarską wyprawę na Jasło przy pięknej pogodzie. Wtedy widok z tego bieszczadzkiego szczytu wynagrodzi trudy podejścia. Spoglądając na północ zobaczymy masyw Falowej, a na lewo od niego Łopiennik. Na północnym zachodzie widać wał Wysokiego Działu, ze szczytami Wołosani, a dalej tajemniczą jak zwykle i potężną Chryszczatą. Na zachodzie dominuje porośnięta potężnymi lasami Hyrlata. Na południu natomiast widać słowacki Wyhorlat. Przy idealnych warunkach pogodowych – a zwłaszcza podczas inwersji – widać z Jasła odległe o ok. 150 kilometrów Tatry. Panorama jest imponująca i widoczna część Tatr przypomina ostry grzebień, a tatrzańska grań prezentuje się wspaniale. Od Kończystej, poprzez Gerlach, Sławkowski  Szczyt, Świstowy Szczyt, Łomnicę i Durny Szczyt po Hawrań, Płaczliwą Skałę i Nowy Wierch w Tatrach Bielskich. Życzę ski-turowcom takiej pogody, by z Jasła ujrzeli najwyższe góry Polski. Nacieszywszy się wspaniałymi widokami szykujemy się do zjazdu. Trasa wycieczki ski-turowej na Jasło jest bardzo przyjemna. Widokowa, warto ją przejść - bez względu na to w którym kierunku. Zjeżdżając i idąc na nartach odwrotnie tzn. z Jasła do Cisnej czas przejścia oraz ilość podejść/zjazdów, są bardzo zbliżone do podejścia. Zjazdy ładne, choć niestrome. Ostatni fragment jest stromszy i bardziej wymagający. Zjazd powinien potrwać tą drogą ok. 1,5 - 2 godzin. Przy nośnych śniegach ten czas skraca się o połowę. Teraz czas na popołudniowy odpoczynek np. we wspomnianej „Siekierezadzie” lub w innym klimatycznym miejscu w Cisnej, a jest ich kilka. zjazd z Jasła na Przełęcz Przysłup – najlepsza opcja dla narciarzy ski-turowych. Zjazd pięknymi polanami, w dużej części otwartym terenem i dość stromym lasem w stronę Przełęczy Przysłup jest i dość długi, a przede wszystkim piękny. Dużo ciekawsza opcja od zjazdu z Jasła z powrotem do Cisnej. Cała wycieczka to trasa ok. 12 km, podejście 3 – 3,5 godziny, zjazd godzina. Z odpoczynkami całość zajmie 6-7 godzin, w zależności od warunków śnieżnych. Trzy razy odwiedzam Jasło różnymi dogami. Za każdym razem było inaczej. Potem z Grzegorzem wchodzimy na szereg innych szczytów bieszczadzkich. Każdy dzień był inny. Każda wyrypa była dość długa, a góry zachwycały. Zmiennością. Wyciem wiatru. Mgłami. Demonicznymi drzewami. I piwo wieczorem w „Przystanku” smakowało. I było wyraziście. Tak jak lubię. I poznałem nowych fajnych ludzi. Z Bełchatowa. Bardzo mili, serdeczni ludzie. Tylko pani Ania z czarnymi warkoczami podobno już nie pracuje „Pod Kudłatym Aniołem”. Szkoda. Jak w życiu – coś się kończy, a coś zaczyna.

Pożegnanie...

Na Jaśle w sobotę 27. lutego 2016 r. podczas  samotnej wyrypki pożegnałem się z Bieszczadami zimowymi w tym roku. Poprzedniego wieczora prognoza pogody zapowiedziała fantastyczne słońce na sobotę do godz. 12. Rano pobudka o 6. Za oknem wielki błękit. Big Blue. Skrobanie zamarzniętych szyb auta trwa długo. Potem kontrola straży granicznej i parking na Przysłupiu. Szybkie podejście. Mnóstwo zdjęć, bo góry sprzyjają i jest piękna pogoda. Szczyt Jasła. Widać połoniny: Wetlińską, Caryńską, masyw Tarnicy, widać i Tatry. Fantastyczny zjazd dopełnia wrażenia. I jeszcze jeden od „demonicznego drzewa” w dół, do urokliwej dolinki niewielkiego potoku. I do auta na Przysłupiu. Mam świadomość, że to ostatni zjazd w Bieszczadzie w tym sezonie. Udaje się. Narta „Dynafit Broad Peak” znowu szaleje w puszystych śniegach Jasła. Spadam jak jastrząb w las. Dziki skręt. Minięta na centymetry gałąź buka. Szybkie skręty. Opadanie w dół wężowym śladem. Do krwi wrzenia, chrapania płuc... Szybciej, szybciej – podpowiada świadomość. Wertikal w lesie w charakterystycznej przecince i koniec zjazdu. Znowu widzę ślady wilka. Zejście do auta i trafiam do „Przystanku Cisna”. Pożegnanie z Kasią, Andrzejem, Dorotą (dzięki za śniadanie dla spóźnionego narciarza) i Panią Ludą. Mijam drogowskaz Cisna i po siedmiu dniach wyrypy prawie wszystko boli, ale przecież nie ma bólu, gdy jesteś w Bieszczadach. No pain. Zatrzymuję się nad Cisną. Patrzę z Przełęczy Przysłopce na połoniny zalane słonkiem. Fajnie wyjeżdżać w taki piękny dzień. Chryszczata, Matragona, Smerek i Caryńska wdzięczą się do słońca i puszczają mi „oko”. Potoki szaleją. Ciepły wiatr porusza gałęziami. Żegna mnie drapieżny ptak. Zatacza koła nad drogą. Góry mówią: do widzenia. Dziękuję Wam bieszczadzkie szczyty. Za przygodę. Za wspaniałe podejścia i zjazdy. Za spotkania u przyjaciół... „- Ej, czij koń tam stoit” - dumka Bohuna na pożegnanie. Uśmiecham się. Dziękuję Bieszczadom za to, że sprzyjały. Zostawiłem przecież w tych górach cząstkę siebie. Tę najlepszą. Na literę P. jak Pasja. 

tekst: Wojtek Szatkowski/ Muzeum Tatrzańskie

Zobacz w naszym sklepie:

Galerie zdjęć:


Powered by WEBIMPRESS
Podhalański Serwis Informacyjny "Watra" czeka na informacje od Internautów. Mogą to być teksty, reportaże, czy foto-relacje.
Czekamy również na zaproszenia dotyczące zbliżających się wydarzeń społecznych, kulturalnych, politycznych.
Jeżeli tylko dysponować będziemy czasem wyślemy tam naszego reportera.

Kontakt: kontakt@watra.pl, tel. (+48) 606 151 137

Powielanie, kopiowanie oraz rozpowszechnianie w jakikolwiek sposób materiałów zawartych w Podhalańskim Serwisie Informacyjnym WATRA bez zgody właściciela jest zabronione.