PODHALAŃSKI SERWIS INFORMACYJNY Podhalański Serwis Informacyjny WATRA
« Grudzień 2012 12345678910111213141516171819202122232425262728293031 »

Zakopane

Sport

Odszedł Tadeusz Kwapień – narciarz i lekkoatleta

Środa, 5 grudnia 2012 r.
Autor: Wojciech Szatkowski

Tadeusz Kwapień podczas biegu, fot. z albumu ze zbiorów Tadeusza KwapieniaNiedawno pożegnaliśmy na Nowym Cmentarzu znanego narciarza – Tadeusza Kwapienia. Nie mogę przejść obojętnie wobec tego, że odszedł. Mało było w Zakopanem tak wielkich pasjonatów narciarstwa. Bezgranicznie zaangażowanych w sport. Narciarzy. Olimpijczyków. Ludzi sportu. Biegaczy. Społeczników. Takim człowiekiem bezgranicznie oddanym narciarstwu był Kwapień. Dlatego żegnając Go publikuję niniejsze wspomnienie o człowieku, który tak pięknie opowiadał o nartach, swoich startach i kolegach z reprezentacji.


W czasie swojej długiej kariery sportowej pokonał około 90 tysięcy kilometrów, czyli ponad dwa razy obiegł kulę ziemską wzdłuż równika. Startował w latach 1945 – 1960. O Tadeuszu Kwapieniu można powiedzieć, że w historii polskiego narciarstwa zajmuje miejsce szczególne. Trzykrotny olimpijczyk (1948, 1952 i 1956) i 17. krotny mistrz Polski w biegach narciarskich oraz dwukrotny mistrz Polski w lekkiej atletyce, umiał połączyć uprawianie tych dwóch trudnych dyscyplin sportowych. Był pierwszym zawodnikiem w historii polskiego narciarstwa, który przebojowo wdarł się do „dwudziestki” najlepszych biegaczy świata i w latach 1956 i 1957 uznano go za „najlepszego biegacza Europy środkowej”. Po zakończeniu kariery sportowej został trenerem.

Karierę sportową rozpoczął pod okiem trenera biegaczy i kombinatorów klasycznych magistra Mariana Woyny-Orlewicza i tak jak on reprezentował barwy klubu „Wisła-Gwardia”. Już w 1945 r. był w czołówce biegaczy Polski, a od 1947 do 1960 bezapelacyjnie należy mu się tytuł najlepszego biegacza narciarskiego Polski. Do największych sukcesów zaliczał 6. zwycięstw w Memoriałach Bronisława Czecha i Heleny Marusarzówny oraz drugie miejsce w wielkich zawodach narciarstwa klasycznego w Le Brassus w Szwajcarii (1956) i w Semmeringu (1953), gdzie pokonał między innymi znakomitych biegaczy radzieckich Pawła Kołczina i Władimira Kuzina. Natomiast miał awersję do biegu na 50 km. Wspominał z goryczą swój jedyny start na tym dystansie.

Raz, a było to w 1953 r. podczas narciarskich Mistrzostw Polski w Szczyrku, próbował przełamać swoje opory w stosunku do maratonu narciarskiego. Próba zakończyła się fiaskiem. Kwapień biegł początkowo wspaniale, gdzieś po 30 km chwyciła go jednak tak ogromna słabość, że położył się pod drzewem przy trasie, jadł skórki z pomarańczy i igliwie, a bieg ukończył z najwyższym trudem na 4. pozycji[1].

Za swój najlepszy występ uważał start na Zimowych Igrzyskach w Cortinie. Karierę sportową Tadeusz Kwapień zakończył w 1960 roku. chciał się pożegnać z nartami startem na Zimowych Igrzyskach w Squaw Valley (rozegranych właśnie w 1960 r.), niestety złożył go ciężki atak grypy, potem osłabiony nie zakwalifikował się do wyjazdu. Oto jego sukcesy sportowe: Tadeusz Kwapień – urodzony 25 lutego 1923 r. w Zakopanem, narciarz i lekkoatleta, biegacz. Reprezentował barwy klubów: „Wisła-Gwardia” Zakopane. Olimpijczyk (1948, 1952, 1956). 18-krotny mistrz Polski w biegach narciarskich: na 15 km (1952, 1953, 1954, 1955, 1956, 1957), 30 km (1951, 1954, 1957) i w sztafecie 4 razy 10 km (1947, 1948, 1949, 1952, 1953, 1955, 1956, 1957). 9-krotny wicemistrz kraju: na 15 km (1959), 18 km (1947- 1949, 1951), 30 km (1956, 1959), i w sztafecie 4 razy 10 km (1951, 1958) i w kombinacji klasycznej (1948), 6-krotny medalista Akademickich Mistrzostw Świata: 1949- 1 na 18 km, 2 w sztafecie 4 razy 10 km, 2 w kombinacji klasycznej, 2 w czwórboju, 1953 - 2 w biegu na 18 km, 3 w sztafecie 4 razy 10 km, 6-krotny zwycięzca biegu w Memoriałach im. Bronisława Czecha i Heleny Marusarzówny, 2-krotny mistrz Polski w lekkiej atletyce: na 1500 m (1949) i 5000 m (1950), 2-krotny wicemistrz na 1500 m (1947, 1948). Chorąży polskiej ekipy olimpijskiej podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Cortinie d` Ampezzo w 1956 r. Trener.

Wyniki olimpijskie: 1948 (St. Moritz) – 47 w biegu na 18 km, 10 w sztafecie 4 razy 10 km, 25 w kombinacji klasycznej, 1952 (Oslo) – 41 w biegu na 18 km, 1956 (Cortina) – 16 w biegu na 15 km, 12 w biegu na 30 km, 9 w sztafecie 4 razy 10 km. Mistrzostwa Świata 1958: 31 w biegu na 15 km, 9 w sztafecie 4 razy 10 km {dane za: w. Zieleśkiewicz, Gwiazdy zimowych aren, Encyklopedia sportu, Warszawa 1992, s. 64}

Nie rozstał się jednak z nartami, zajął się pracą trenerską, najpierw w „Wiśle-Gwardii” a potem w klubie CWKS odnosząc i tutaj wiele sukcesów. Oto wywiad-rzeka z Tadeuszem Kwapieniem, który nagrałem w sierpniu i wrześniu 1998 roku:

Początki mojego narciarstwa...

 „W szkole nazywano mnie „Kajzerka”, ponieważ mój ojciec był właścicielem piekarni na Krzeptówkach. Tadeusz Kwapień wspomina okoliczności, w których otrzymał pierwsze „prawdziwe” narty. Prawdziwe, czyli takie, które pochodziły wprost z wytwórni nart. Była nią słynna w całej Polsce wytwórnia nart Stanisława Zubka, mieszcząca się przy ulicy Szkolnej. Posiadanie nart „zubków” było wówczas marzeniem zawodników i zwykłych turystów. – Otrzymałem od ojca piętnaście złotych i poszedłem do tej wytwórni. Powiedziałem panu Zubkowi, że chciałem kupić narty za piętnaście złotych. „ja tak tanich nart nie mam w sklepie” – powiedział Zubek. Na te słowa ja się głośno rozpłakałem. Wtedy Zubek zlitował się nade mną i powiedział, bym wybrał narty dla siebie. Jaki byłem szczęśliwy! Byłem posiadaczem wymarzonych „zubków”. Niestety, jeszcze tego samego dnia połamałem te narty podczas skoków – wspomina Tadeusz Kwapień.

Zacząłem po wojnie od lekkiej atletyki i zwyciężyłem nad biegaczem Niemczykiem. W 1945 r. po wyzwoleniu poszedłem na trening z kilkoma chłopakami i trenerem Orlewiczem. Orlewicz nadal bardzo ostre tempo i wszyscy zaczęli słabnąć, a ja za Orlewiczem, a on był wtedy bardzo mocny. Przebiegliśmy wtedy długą trasę, jakieś 10-12 km, na Krzeptówki, Gronik. Orlewicz obraca się i mówi: „To tempo nie jest dla Ciebie za silne, to ty świetnie biegasz, daję Cię do pierwszej drużyny „Wisły”. W biegu sztafetowym wtedy „Wisła’ zwyciężyła, a ja uzyskałem najlepszy czas. No i w 1946 r. były pierwsze zawody indywidualne, w biegu na 18 km i ja zająłem trzecie miejsce, wygrał Orlewicz (czas 1 godz. 14 min. 21 sek.), drugi był Józef Sitarz (1 godz. 18 min. 50 sek.), a ja byłem trzeci ( z czasem 1min. 19 min. 10sek.). Startowało wtedy 44 zawodników. Wtenczas zająłbym lepsze miejsce, ale miałem złe buty, a wiązania były specjalnie przystosowane do specjalistycznego obuwia i w związku z tym narta ciągle mi spadała. Minąłem wtedy Staszka Skupnia, co było sensacją - to było 30 stycznia 1946 r.

T.K. To było w 1946 r. Postanowiłem wtedy utworzyć filię „Wisły” w Kościelisku na Krzeptówkach u Władysława Polankowego w domu. Za lokal płacił mój ojciec i ojciec finansował  klub, dawał bułki z piekarni, bo w klubie trenowało wielu chłopców i dziewcząt z biednych rodzin. Ja ich wciągnąłem wszystkich do narciarstwa. Zresztą wtedy Krzeptówki w narciarstwie były potęgą i mogły zwyciężyć z całą Polską. Taka mieliśmy „paczkę’. To była kolebka polskiego narciarstwa po wojnie. Trenowali tam: rodzeństwo Danieli, „Ociec” Bukowski, Tadeusz Gąsienica-Fronek, Stanisław Stopka-Olesiak, Ciaptak, Zarycki - niektórzy przeszli potem do innych klubów.

Startowałem w zawodach Memoriale im. Wóycickiego i zająłem w nim drugie miejsce, zwyciężył wtedy Orlewicz. Potem mistrzostwa Polski. To były zawody międzynarodowe o mistrzostwa Polski, zwyciężył w nich znakomity biegacz czechosłowacki Jaroslav Cardal, drugi Matuszny, trzeci Stefan Dziedzic, czwarty Sitarz, ja byłem 13. Źle wtedy posmarowałem. Na XXI mistrzostwach Polski w narciarstwie sztafeta „wiślaków” w składzie: Jerzy Lechowicz, Józef Sitarz, Tadeusz Kwapień i Marian Woyna-Orlewicz zajęła pierwsze miejsce przed HKN Zakopane, SN PTT (pierwsza sztafeta) SN PTT (druga sztafeta) i drugą sztafetą „Wisły” i zakopiańskim „Sokołem”. Wtedy Tadeusz Kwapień zdobył pierwszy tytuł mistrza Polski w narciarstwie...

W.S. Był Pan bardzo dobry w sztafecie?

T. K. Tak, zajęliśmy pierwsze miejsce w składzie: Lechowicz, Sitarz, Kwapień i Marian Woyna-Orlewicz.  Potem wyjechaliśmy na zawody do Bańskiej Bystrzycy w 1946 r. i tu wygrał znowu Cardal, który był w znakomitym biegaczem. Mam parę zdjęć z tych zawodów, między innymi ze Stanisławem Marusarzem, który wygrał wtedy skoki. Stamtąd pojechaliśmy do Nydka, za Cieszynem. I tam wygrałem bieg, drugi był Matuszny, a trzeci Dziedzic. Pierwszy raz Dziedzic namówił mnie na skoki do kombinacji: - Słuchaj jak ty tak dobrze pobiegłeś, to startuj w kombinacji! I wystartowałem. Bieg złożony wygrał Dziedzic, ja byłem drugi ze skokami na 33 i 35 m. Wtedy pierwszy raz w życiu skakałem, zacząłem odtąd startować także w kombinacji. Miałem nawet wicemistrzostwo Polski w kombinacji norweskiej. W 1946 r. startowałem w pierwszym Memoriale im. Bronisława Czecha. Ja wygrałem wtedy bieg i muszę powiedzieć, że traktuję, jako wielki sukces fakt, że wygrałem sześć biegów podczas Memoriałów im. Bronisława Czecha i Heleny Marusarzówny. Ja z Krzeptówek  biegłem na Kalatówki, bo tam był przed schroniskiem start. Po drodze widziałem jak sankami jedzie do góry Orlewicz, wtedy on był trzeci. A drugi był Stefan Dziedzic- konkurencje klasyczne rozegrano w dniach od 7 do 10 marca 1946 r. a zjazdowe 8 marca.

T.K. Na tych samych, co wcześniej tylko trochę ulepszyłem wiązania. Były to narty Zubka. Potem dostawaliśmy fińskie biegówki „Karhu” z misiem. I startowaliśmy na tych nartach. Potem na „Jervinenach”- to wtedy były najlepsze narty na świecie. dawano na sprzęt pieniądze na narty, a wyczynowe narty były bardzo drogie, więc kupowaliśmy narty turystyczne, czasami używane przez fińskie wojsko. Narty wyczynowe kupowaliśmy od zawodników skandynawskich, którzy przyjeżdżali na Memoriały im. Bronisława Czecha i po zakończeniu oni chętnie sprzedawali swoje narty. Czasami za alkohol. Tak samo było ze smarami, które kupowaliśmy po imprezach. Szliśmy z „prezentami’ do nich i nabywaliśmy smary i narty za kożuszki, alkohol itd. Używaliśmy smarów fińskich „Kiva”, potem włoskie „Rode”. Zaprzyjaźniliśmy się z właścicielem firmy „Rode”, potem używaliśmy „Swixy”, ale do dnia dzisiejszego klistry „Rode” są wyśmienite. Często smary kupowaliśmy za własne pieniądze. Smary te kosztowały ok. 2-3 dolarów, były dla nas bardzo drogie, ale musieliśmy je kupować. Byli wśród nas zawodnicy, którzy kryli się z tym jak smarują. Dla zmylenia przeciwnika wkładał lepszy smar np. „Kiva” do innego pudełka, kryjąc, jakim naprawdę smaruje. To tyle o smarach z tamtego okresu.

Uprawiałem także sport motocyklowy i zdobyłem Wojewódzkie Mistrzostwo w rajdzie ulicznym Miałem motocykl „DKW”, niemiecki.. Brałem udział w biegach przełajowym w barwach krakowskiej „Wisły”. Były pojedynki między klubami krakowską „Wisła” i „Cracowią”. Biegi letnie dawały mi dobrą zaprawę na zimę. Chociaż „Wujek” Orlewicz był przeciwny moim startom w lekkiej atletyce, to jednak w tym okresie bardziej mi się podobała lekkoatletyka niż narty. Bo w lekkiej atletyce jest bezpośrednia walka z zawodnikiem na trasie. A na nartach nie, bo zawodnicy startują co pół minuty. Dawniej co tydzień robiono tabele wyników i wiedziałem. Były biegi, co tydzień. W 1950, gdy zdobyłem mistrzostwa Polski i zgłosiłem się na zgrupowanie lekkoatletów w „Imperialu” a trener Gąssowski mówi do mnie: „Zarząd zdecydował, że musisz wybrać albo biegi albo narty”. I wybrałem narty...Powiedziałem, że wolę narciarstwo. A miałem przecież w okresie letnim około 40 startów w biegach lekkoatletycznych i wiele sukcesów. I mogłem być na Olimpiadzie w Helsinkach, ale nie pojechałem. Trenowałem także szybownictwo.

Przyszła zima i zdobyliśmy mistrzostwo Polski w sztafecie. Najlepszy czas osiągnął Orlewicz. Sztafeta „Wisły” wygrała w składzie: Sitarz, Klocek, Orlewicz i Kwapień. Druga była sztafeta SN PTT: Józef Zubek, Stanisław i Tadeusz Skupniowie i Józef Matuszny, trzecia HKN, czwarta druga sztafeta „Wisły”- startowało w sumie 6 sztafet. Zawody były rozegrane 31 grudnia 1946 r. był to Bieg Sylwestrowy. Były ładne warunki, piękna zima. Ja wygrałem wtedy te zawody. Wygrałem mistrzostwa Podhalańskiego Okręgu PZN. W 1947 r. pojechaliśmy na zawody FIS, do Chamonix - to były nieoficjalne mistrzostwa świata. Jechaliśmy tam pociągiem dwie doby! Sztafeta polska w Chamonix przybiegła na 5. miejscu. Pierwsi byli Finowie, drugie miejsce Szwajcarzy, trzecie pierwsza sztafeta Francji, czwarte miejsce sztafeta Francji „druga” a piąte my. Było chyba siedem sztafet. W biegu na 18 km wygrał Fin Kiuru, Józef Daniel-Krzeptowski był 9. On mieszkał wtedy w Chamonix. To był już wysoki poziom i poważne miejsce.

W St. Moritz (1948). Moja pierwsza Olimpiada Zimowa

W.S. Biegaliście w białych opaskach na czole?

Taka była moda wtedy, aby pot w czasie wysiłku nie zalewał oczu, to zawiązywało się białą chustkę. Miałem taką chustkę.

W.S. Przed wojną też tak biegali?.

T.K. Tak. Potem Olimpiada w St. Moritz w 1948 r. Startowaliśmy z orłem w koronie do 1948 r. To emblemat z tego okresu. W willi „Skaut” było wtedy pierwsze zgrupowanie przedolimpijskie, cały trening odbywał się w Zakopanem. Wtedy zresztą też skakałem i w skokach otwartych byłem 9. Zresztą tak jak wspominałem większość zawodników startowała w kombinacji. To  była bardzo ładna Olimpiada i muszę powiedzieć, że byliśmy bardzo ładnie ubrani, to trzeba przyznać. w składzie polskiej ekipy olimpijskiej znaleźli się: Stanisław Marusarz, Józef Marusarz, Józef Daniel-Krzeptowski, Jan Kula, Jan Gąsienica-Ciaptak, Stefan Dziedzic, Tadeusz Kwapień, Stanisław Bukowski, Jerzy Schindler, Jan Pawlica i Leopold Tajner. Sztandarowym był Marusarz. Marynarki z orłem i spodnie narciarskie i ładne czapeczki z daszkiem.

W.S. Jak witano Polaków?

T.K. Wszyscy gorąco witali „Dziadka” Marusarza. Ja byłem wtedy 47. a najlepsi byli Szwedzi. Szwedzi zwyciężyli wtedy także w sztafecie, a Polacy na 10. miejscu. Wtedy startowaliśmy na „zubkach”. Otwarcie było na lodowisku. Potem były mistrzostwa Polski w Karpaczu, ja tam byłem trzeci. następnie startowałem w Pucharze Tatr, który wygrałem, drugi Krzeptowski, czwarty Stefan Dziedzic. Atmosfera w kadrze była bardzo dobra, było naprawdę bardzo przyjemnie, narciarze to była jedna brać, naprawdę na poziomie. Biegacze chodzili na biegi zjazdowe i slalomy, zjazdowcy na biegi - tak, że atmosfera była naprawdę bardzo koleżeńska. Byłem bardzo dumny z tego, że na przykład startuję z Marusarzem, podchodziłem do niego z sentymentem. Był koleżeński. W roku olimpijskim na XXIII mistrzostwach Polski byłem drugi w kombinacji norweskiej, za Józefem Danielem-Krzeptowskim, drugi w biegu na 18 km za Dziedzicem. W sztafecie znowu byliśmy pierwsi w składzie: J. Sitarz, Marian Woyna-Orlewicz, Stanisław Bukowski i ja, przed LZS „Wisła” Istebna, SN PTT Zakopane, HKN- było w sumie 6 sztafet. Po Olimpiadzie w St. Moritz rozegrano III Memoriał im. Bronisława Czecha i warto przypomnieć, że zawody te organizowano w formie czwórmeczu (Biegi, skoki, slalom i zjazd). Tysiące roześmianych kibiców oblegały trasy zakopiańskich memoriałów. Piękna marcowa pogoda, pełna uśmiechów słońca, które sprzyjało brązowym opaleniznom. Dziewczęta wystawiały twarze chętnie. Niektórzy narciarze docierali na start piedszo, inni sankami.

 

18 marca 1948 r. rozegrano bieg na 18 km w bardzo ciężkich warunkach śnieżnych. Trasa też była ciężka: z Kuźnic przez Kalatówki, na Kondratową aż do Piekiełka, stąd na Myślenickie Turnie i do Jaworzynki. W tej alpejskiej zaiste trasie zwyciężył Dziedzic, drugi był Józef Krzeptowski-Daniel a trzeci Tadeusz Kwapień.

 

Wyniki biegu na 18 km w St. Moritz rozegranego w dniu 31 stycznia 1948 r. z uwzględnieniem wyników polskich biegaczy

 

Nazwisko i miejsce zawodnika

Pochodzenie - kraj

Czas

1. Lundstroem M

Szwecja

1 godz. 13 min. 50 sek.

2. Oestensson N.

Szwecja

1. 14. 22.

3. Eriksson G.

Szwecja

1. 16. 06.

4. Hasu Heikki

Finlandia

1.16. 43

5.Karlsson N.

Szwecja

1.16. 54.

6. Rytky S.

Finlandia

1.18. 10.

7. Kiuru A.

Finlandia

1. 18. 25

8. Laukkanen T.

Finlandia

1. 18. 51.

9. Hagen O.

Norwegia

1. 19. 05

10. Huhtala M.

Finlandia

1. 19. 28.

38. Dziedzic Stefan

POLSKA

1.25. 33.

47. Kwapień Tadeusz

POLSKA

1. 27. 55.

62. Krzeptowski Józef

POLSKA

1. 31. 05.

70. Bukowski Stanisław

POLSKA

1. 34. 17.

76. Tajner Leopold

POLSKA

1. 38. 45.

 

Startowałem nadal w lekkiej atletyce i zdobyłem w tej konkurencji dwa tytuły mistrza Polski: na 1500 m w roku 1949 i 5000 w 50 r. oraz dwa tytuły wicemistrzowskie. Wtedy wygrywał Widecki , a w czołówce był Staniszewski i ja.

Pojedynki biegowe z Emilem Zatopekiem...

Biegałem też z Emilem Zatopekiem, nawet mam jego autograf i kilka zdjęć.

Startował z nim, jako lekkoatleta krakowskiej „Wisły”. Jak podaje Wojciech Jarzębowski, Kwapień był świadkiem narodzin Wyścigu Pokoju i właśnie na otwarciu tej imprezy w Warszawie walczył z Zatopkiem. Wspomina: - Przez cztery kilometry trzymałem się „lokomotywy”, biegłem krok w krok za nim. Nagle jakby się w nim otworzyły jakieś zawory, dostał takiej pary, że zaczął pruć do przodu jak istna lokomotywa. Zostawił daleko wszystkich konkurentów. Po biegu dostałem od niego zdjęcie z miłą dedykacją. Byliśmy nawet na „ty”[2]

Startowałem w Budapeszcie w akademickich zawodach. Robiłem też kurs szybowcowy i zdobyłem kategorię „B”. W 1949 r. na mistrzostwach Polski byłem 4 w kombinacji norweskiej, drugi w biegu na 18 km i pierwszy w sztafecie (w składzie: Józef Sitarz, Tadeusz Gąsienica-Fronek, Stanisław Bukowski i ja). W IV memoriale Bronisława Czecha Kwapień odnosi kolejny sukces. Memoriał rozegrano ponownie w formie czwórmeczu. W czasie pierwszego dnia trwania zawodów rozegrano bieg na 14 km na prawdziwie górskiej trasie: start ze stadionu pod Krokwią do Kuźnic, do trasy FIS II, do szałasów na Goryczkowej, trawersem na Myślenickie Turnie, zjazd, do Doliny Jaworzynki i z powrotem do Kuźnic i na stadion pod Krokwią – na tej trudnej trasie Tadeusz Kwapień był nie do pokonania. jego forma rosła i zwyciężył w kolejnym Memoriale im. Bronisława Czecha w 1950 r. w konkurencjach biegowych. Jak zwykle w pierwszym dniu trwania zawodów rozegrano „osiemnastkę” na trasie z metą przy schronisku na Polanie Ornak, do Pysznej pod Siwe sady, powrót w stronę Przełęczy Iwaniackiej, dalej na Halę Smytnią i na górne polany Doliny Tomanowej i znowu w stronę Pysznej i do mety. Jak już mówiłem, zwyciężył Kwapień, przed Danielem-Krzeptowskim i trzecim Bukowskim. Na kolejnym Memoriale w roku 1951 Kwapień był czwarty w ogólnej klasyfikacji. W kolejnym Memoriale zwycięża świetny biegacz czechosłowacki Jaroslav Cardal, za nim drugi Kwapień, trzeci Styrczula, czwarty Krzeptowski-Daniel.

W 1951 w biegu na 18 km wygrał „Ociec” Bukowski, ja byłem drugi, w sztafecie zajęliśmy drugie miejsce za WKS Zakopane. W 1952 r. wygrałem „osiemnastkę” przed Janem Raszką i Janem Holeksą i bieg sztafetowy, w składzie: Tadeusz Gąsienica-Fronek, Czesław (Stanisław) Stopka, Stanisław Bukowski i ja. W tym samym roku pojechaliśmy na Zimowe Igrzyska do Oslo.

Na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Oslo (1952)

VI Zimowe Igrzyska Olimpijskie rozegrano w ojczyźnie narciarstwa, Norwegii. Areną zmagań były piękne, słynące z długich podbiegów i trudnych zjazdów, trasy olimpijskie koło Oslo i skocznia Holmenkollbakken. To właśnie u stóp skoczni królewskiej od 1892 r. rokrocznie rozgrywane były wielkie zawody w narciarstwie klasycznym, a zwycięstwo na nich marzyło się każdemu z narciarzy całego świata, gdyż główną nagrodę wręczał sam król Norwegii. Znicz olimpijski dotarł do Oslo z gór Telemarku, a konkretnie z Morgedal – górskiej miejscowości w telemarku, gdzie urodził się jeden z pionierów norweskiego narciarstwa, skoczek, Sondre Nordheim, a sztafeta narciarzy biegła z nim do Oslo. Jednym z ostatnich byli: świetny przedwojenny biegacz, reprezentant Norwegii, Lauritz Bergendahl i wnuk wielkiego polarnika, Egil Nannsen. Działacze sportowi z Norwegii w taki właśnie sposób, na oczach tysięcy sportowców i kibiców, oddali hołd ludziom, którzy tworzyli tradycję sportów zimowych i „białego szaleństwa”, a których trofea znalazły się po latach w Muzeum Narciarstwa, zlokalizowanym ciekawie pod progiem skoczni olimpijskiej. W imieniu sportowców przysięgę składał Torbjoern Falkanger.

Wyniki biegu na 18 km w Oslo (1952 r.)

 

Nazwisko i imię zawodnika

Pochodzenie - kraj

Czas

1. Brenden Helgeir

Norwegia

1 godz. 01. 34 sek

2. Makela Tapio

Finlandia

1. 02. 09.

3. Lonkila Paavo

Finlandia

1. 02. 20

4. Hasu Heikki

Finlandia

1. 02. 24.

5. Karlsson Nils

Szwecja

1.02. 56.

6. Stokken Martin

Norwegia

1. 03.00.

7. Tapp Nils

Szwecja

1. 03. 35.

8. Sipile Tauno

Finlandia

1. 03. 40.

9. Osberg Gunnar

Szwecja

1. 03. 44.

10. Oikarinen Toivo

Finlandia

1.04. 07

41. Kwapień Tadeusz

POLSKA

1. 11. 40.

 

Do Oslo pojechali, jako reprezentanci Polski: skoczkowie: Stanisław Marusarz, Antoni Wieczorek, Andrzej Gąsienica-Daniel, Jakub Węgrzynkiewicz, Leopold Tajner, dwuboista klasyczny: Józef Daniel-Krzeptowski, biegacz: Tadeusz Kwapień, alpejki: Barbara Grocholska-Kurkowiak, Teresa Kodelska, Maria Kowalska oraz alpejczycy: Andrzej Czarniak, Stefan Dziedzic, Andrzej Gąsienica-Roj, Jan Gąsienica-Ciaptak, Józef Marusarz i Jan Płonka[3].Tadeusz Kwapień tak wspomina swój drugi występ olimpijski:

 „W Oslo byłem sam jeden. W dodatku tuż przed zawodami olimpijskimi pojechałem na zawody do Oberhofu w Niemczech i tam się przeziębiłem.. PZN postanowił wysłać tylko mnie jednego i ja się tam bardzo źle czułem. Bo mieszkałem sam jeden w domu w centrum Oslo a zjazdowcy wyjechali na północ. A biegi  były w Holmenkollen, więc zostałem sam jeden, nawet bez trenera, co musiało się odbić na wyniku. Biegłem nawet nieźle, ale złamałem nartę. i byłem 41. na 18 km, i ktoś po drodze dał mi drugą nartę. Pamiętam, że stanąłem a wtedy jakiś Norweg dał mi swoją nartę. Biegłem na nartach fińskich „Karhu”. Później dostałem narty Jervinen, ale muszę powiedzieć, że zawodnikom wtedy kupowano narty nie zawodnicze, ale turystyczne po około 8-10 dolarów za parę.

W.S. Czy znał Pan wielkich biegaczy tamtego okresu Hakulinena, Jernberga  i innych?

T.K. Bardzo nie lubili rozmawiać, tak Hakulinen jak i Jernberg.  I trzymali się z nami na dystans. Zresztą nie tylko wobec nas, ale i innych. Najbardziej przyjaźni wobec nas byli Rosjanie. Bardzo zaprzyjaźniłem się z Kołczinem i Terentiewem, którzy byli mistrzami świata. Mimo to byli to fajni chłopcy. ZSRR nie należał do MKOl, ale zawodnicy tego kraju po raz pierwszy wystartowali w mistrzostwach świata w konkurencjach klasycznych 1954 r. w Falun, a na Zimowych Igrzyskach w 1956 r. w Cortinie i świetnie biegali. Byli bardzo dostępni i przyjaźni. Dobrze znaliśmy też Czechów: Cardala i Melicha. Wieczorem po zawodach siedzieliśmy długo razem, śpiewali i znaliśmy się świetnie. Znaliśmy też Niemców z NRD, którzy do nas przyjeżdżali po naukę. Najlepszym ich biegaczem był Kuno Werner. Oni potem zaczęli stosować środki dopingujące, niedozwolone.

Przystąpiłem wtedy do kursu przewodnickiego, chodziłem na zajęcia przewodnickie.

W.S. Jak wyglądał Pański trening?

T.K. Latem trenowaliśmy marszobiegi z kijkami. Nigdy nie wyjeżdżaliśmy na lodowce, tylko trenowaliśmy w kraju na „pierwszym śniegu”, np. na Kondratowej, gdzie rano robiliśmy pętle pod Łopatą. Jak śniegu brakowało to nosiliśmy go w koszach i usypywaliśmy na . Były tam też skocznie narciarskie. Były zgrupowania w Pięciu Stawach i, jak się spało to było ciepło, i musieliśmy w nocy trzymać dyżury i dokładać do pieca. Jedzenie mieliśmy kiepskie i stawka była 45 złotych. i jedliśmy chleb z solą, po pieczywo chodziliśmy do Roztoki. Biegaliśmy po Stawie. Wtedy moje koleżanki biegaczki wpadły do wody, biegły za blisko brzegu, załamały lód i naprawdę cudem się uratowały, a ratował je trener Edward Mróz. Wody ciepłej nie było tylko zimna. Takie to były zgrupowania.

W.S. Trzeba było mieć dużo samozaparcia by uprawiać biegi w tym okresie?

T.K.  Tak,  sztafeta „Wisły” była wtedy najlepsza w Polsce. Potem, w 1948 r. wycofał się z czynnego uprawiania sportu. Na Akademickich mistrzostwach świata w Szpindlerowym Młynie wygrałem bieg - te zawody były wielkim sukcesem polskich narciarzy.  W biegach startowaliśmy w dwuczęściowych białych kombinezonach z płótna spadochronowego. W kombinacji norweskiej zwyciężył Dziedzic, a ja byłem drugi. Trzeci był Tadeusz Kaczmarczyk. „w czwórboju na pierwszych miejscach Polacy”, „Stefan Dziedzic i Kwapień akademickimi mistrzami świata” – takie artykuły ukazały się wtedy w gazetach. W 1954 r. byłem drugi w Memoriale za Melichem z Czechosłowacji. Wygrałem tylko 4 sekundy przed drugim znakomitym Czechem Cardalem.

W 1956 i 1957 r. byłem najlepszym biegaczem Europy Środkowo-Wschodniej. Byłem wtedy naprawdę dobrze przygotowany do zawodów. To był mój najlepszy start. Ja wtenczas mogłem  lepsze miejsce zająć, ale posmarowaliśmy narty klistrem na mokry śnieg, a w nocy spadł świeży śnieg i zaraz po starcie zalodziło mi narty. W sztafecie Rubiś złamał nartę, a Sobaczak miał ciężki upadek na mostku i zajęliśmy 9. miejsce w biegu sztafetowym. Na 30 km byłem 12. Niestety nie dostałem na czas picia Kaczmarczyk był naszym trenerem i chyba zapomniał z emocji o podaniu nam picia. No i wielka radość z medalu Franciszka Gąsienicy-Gronia (brąz w kombinacji norweskiej) i w ogóle udało się uzyskać niezłe wyniki w biegach. Z radości po z medalu Gronia działacze wzięli nas do kina na western. Groń dostał za medal olimpijski talon na motocykl, za który musiał sobie zapłacić.

 

Wyniki biegu na 30 km (pierwsza trzydziestka), 27 styczeń 1956 r.

 

Imię i nazwisko zawodnika

Kraj

Czas

1. Veikko Hakulinen

Finlandia

1. 44. 06

2. Sixten Jernberg

Szwecja

1. 44. 30

3. Kołczin Paweł

ZSRR

1. 45. 45

4. Szeljuchin Anatol

ZSRR

1. 45. 46

5. Kuzin Vladimir

ZSRR

1. 46. 09

6. Terentjew Fedor

ZSRR

1. 46. 43

7. Larsson Per-Erik

Szwecja

1. 46. 51

8. Larsson Lenart

Szwecja

1. 46. 56

9. Laatsa Olavi

Finlandia

1. 47. 30

10. Matous Ilja

Czechosłowacja

1. 48. 12

11. Samuelsson Gustaw

Szwecja

1. 48. 23

12. Kwapień Tadeusz

POLSKA

1. 49. 09

13. De Florian Frederico

Włochy

1. 49. 16

14. Brenden Helgeir

Norwegia

1. 49. 29

15. Stokken Martin

Norwegia

1. 49. 39

16. Prokes Josef

Czechosłowacja

1.50. 49

17. Jensen Oddmund

Norwegia

1. 51. 04

18. Cardal Jaroslav

Czechosłowacja

1. 51. 05

19. Olsen Per

Norwegia

1. 51. 15

20. Hamalainen Kalevi

Finlandia

1. 51. 38

21. Kiuru August

Finlandia

1. 51. 56

22. Mandrillon Rene

Francja

1. 52. 57

23. Rubiś Józef

POLSKA

1. 53. 57

24. Delladio Arrigo

Włochy

1. 54. 27

25. Huguenin Marcel

Szwajcaria

1. 54. 36

26. Zanolli Camillo

Włochy

1. 54. 42

27. Kocher Fritz

Szwajcaria

1. 55. 18

28. Miyao Tatsuo

Japonia

1. 55. 18

29. Bukowski Stanisław

POLSKA

1. 56. 26

30. Mochel Hermann

Niemcy

1. 56. 34 [4]

 

Bieg na 15 km, tzw. otwarty w Cortinie, rozegrano 30 stycznia 1956 roku

startowało 62 zawodników

 

Imię i nazwisko zawodnika

Kraj

Czas

1. Brenden Helgeir

Norwegia

49. 39 min

2. Jernberg Sixten

Szwecja

50. 14

3. Kołczin Paweł

ZSRR

50. 17

4. Hakulinen Veikko

Finlandia

50. 31

5. Brusven Haakon

Norwegia

50. 36

6. Stokken Martin

Norwegia

50. 45

7. Anikin Mikołaj

ZSRR

50. 58

8. Larsson Lenart

Szwecja

51. 03

9. Viitanen Arvo

Finlandia

51. 10

10. Kuzin Wladimir

ZSRR

51. 36

11. Compagnoni Ottavio

Włochy

51. 42

12. Larsson Per-Erik

Szwecja

51. 44

13. Matous Ilja

Czechosłowacja

52. 04

14. Rasanen Veikko

Finlandnia

52. 35

15. Samuelsson Gunnar

Szwecja

52. 39

16. Kwapień Tadeusz

POLSKA

52. 45

17. De Florian Frederico

Włochy

52. 48

18. Galjew Mikołaj

ZSRR

52. 49

19. Servold Clarence

Canada

53. 34

20. Mermet Jean

Francja

53. 40

21. Zwingli Werner

Szwajcaria

53. 40

22. Carrara Benoit

Francja

53. 41

23. Mateja Andrzej

POLSKA

53. 42

34. Rubiś Józef

POLSKA

54. 47

44. Gąs. Sobczak Józef

POLSKA

56. 39

W.S. Proszę opowiedzieć o upolitycznieniu sportu w tym okresie (lata 50.).

T.K. To było najgorsze. Nosiłem emblemat z orłem w koronie. Potem się zmieniło, pojawili się polityczni, zabronili nam śpiewać, „Kiedy ranne wstają zorze”, śpiewaliśmy najpierw „Naprzód młodzieży świata” na apelach, a w pokojach „Kiedy ranne wstaną zorze”. Ale musieliśmy przestać, bo powiedzieli nam, że nie dostaniemy paszportów, że nie będziemy wyjeżdżać nigdzie. My nie myśleliśmy o polityce. Nie których zawodników nie puszczano na olimpiady np. Kuli w 1952 r. do Oslo, bo on służył  w czasie II wojny światowej w polskich oddziałach na Zachodzie. W „Gwardii” robiono też weryfikację trenerów i zawodników i odsunięto Orlewicza, Lipowskiego, dlatego, że był przedwojennym oficerem, pułkownika Wagnera. A wtedy ja zostałem kierownikiem sekcji narciarskiej i powiedziałem: „Jeżeli chcecie dalej rozwijać klub gwardyjski, to musicie przywrócić Orlewicza i Lipowskiego i nie róbcie żadnej weryfikacji wśród zawodników”. Dzięki temu Orlewicz i Lipowski i wielu zawodników zostało w klubie.

W.S. W 1960 r. miał Pan jechać na Zimowe Igrzyska w Squaw Valley? Co się stało?

T.K. Miałem ciężką grypę. Były eliminacje przed Olimpiadę. Miałem gorączkę ok. 38 stopni i mówię do lekarza, że jestem chory. On na to, że muszę wystartować. Fischer prowadził statystykę i na podstawie eliminacji wybierało się 6. najlepszych biegaczy. W najważniejszym biegu byłem 13. i Fischer powiedział mi wtedy , że nie pojadę mimo, że we wcześniejszych biegach byłem w „czwórce”. A szkoda bo to by była moja czwarta olimpiada. A tak na moje miejsce wzięli Sobczaka. Bardzo tego żałuję. Ta grypa azjatycka rozłożyła mnie zupełnie. Pojechałem za to na Memoriał Kurikkali i zająłem w nim dobre miejsce. W 1961 r. startowałem jeszcze w sztafecie, ale wycofałem się i rozstałem się z wyczynowym uprawianiem narciarstwa. Miałem wtedy 37 lat i 15 lat startów za sobą. Zająłem się potem pracą trenerską. Zresztą już wcześniej równocześnie z tym, że byłem zawodnikiem, także trenowałem. Moimi wychowankami byli: Rubiś, „Ociec” Bukowski, Staszek Olesiak, Władek Stopka, Fatla Franciszek, który zdobył wicemistrzostwo Polski w biegach i wielu innych. Mówiąc szczerze to twoja mama też zaczynała karierę od biegów i należała do mojej grupy. Mama przerzuciła się z konkurencji biegowych na zjazdowe za sprawą trenera Lipowskiego, który namówił ją do narciarstwa alpejskiego.

W.S. Doping w tamtych czasach?

T.K. „Trener Tadeusz Kaczmarczyk opowiadał mi, że widział jak zawodnikowi radzieckiemu Kuzinowi przez spodnie dawano zastrzyki, prawdopodobnie ze środkami dopingującymi. Wtedy, kiedy ja biegałem jako zawodnik były początki dopingu i nie było żadnej kontroli. Później robili to na pewno zawodnicy z NRD – wielu z nich dzisiaj już nie żyje lub są kalekami. U nas nikt nie interesował się dopingiem w tym czasie. Pamiętam, że w latach 40. opiekował się nami dr Stankowicz, uczył nas języków: angielskiego i niemieckiego, czytał wiele ciekawych książek. Potem opiekował się nami dr Kowalski, który był wspaniałym człowiekiem, rozśmieszał nas kawałami, dawał lekarstwa.

W.S. Pański najprzyjemniejszy start w życiu?.

T.K. Dla mnie najlepsze wspomnienia pozostawił w pamięci start w akademickich mistrzostwach świata w Semmeringu w 1953 r., kiedy byłem drugi, za Terentjewem, ale tylko dwie sekundy. Oni (Rosjanie) mieli do mnie wielkie uznanie, a biegacze radzieccy należeli do czołówki światowej. Wtedy poznałem znakomitych biegaczy Kuzina i Kołczina i zaprzyjaźniliśmy się. A wtedy przyjechała cała czołówka najlepszych biegaczy radzieckich.

Pamiętam sztafetę na Memoriale Bronisława Czecha i tam walczyłem z Finem fdo końca biegu. Dawniej na te zawody przyjeżdżała czołówka świata. Memoriał był drugą wielką imprezą FIS po mistrzostwach świata i może po zawodach w narciarstwie klasycznym w Holmenkollen. To było wielkie święto polskiego narciarstwa. Wtedy w Polsce tysiące ludzi brało urlopy, by oglądać te zawody. Piękna była oprawa techniczna tych zawodów, byłem dumny z tego, że tak poważne zawody są organizowane w Polsce. Pamiętam też zawody w Le Brassus w Szwajcarii. Le Brassus to nieduże miasteczko. Pamiętam, że przed startem przyjechał na koniu właściciel fabryki zegarków, który organizował te zawody i objechał na koniu całą trasę, także zrobił potworne dziury i organizatorzy byli zmuszeni przesunąć termin startu na godziny popołudniowe. Jeśli chodzi o zawody w kraju to muszę powiedzieć, że była ostra rywalizacja Zakopane contra Śląsk.

W.S. Koledzy z kadry?.

T.K. Bardzo miło wspominam „Oćca” Bukowskiego. Był bardzo równym zawodnikiem i zawsze można było na niego liczyć w sztafecie. Wiadomo, że nie zawali biegu. Bukowskiego wystawiono do biegu na 50 km w Cortinie niemalże w ostatniej chwili. Jego organizm był przystosowany do maratonów, których ja na przykład nie cierpiałem. Ja odwrotnie nie byłem przystosowany do długich dystansów i ich nienawidziłem. Biegałem 30-tki i 18-tki. Na 30-tkę w Cortinie byłem 12. Bukowski był bardzo chętny do biegu i my prosiliśmy naszych działaczy by „Ojca” wystawiono do biegu na 50 km, bo przed olimpiadą nie przewidywano nikogo na bieg na 50 km. Myśmy bardzo się bali tego dystansu. Chociaż tak naprawdę dobry narciarz powinien startować na każdym dystansie. Pamiętam, że w tym okresie narty podczas startów olimpijskich były zawsze znakowane. Można było zmienić jedną nartę, dwie nie.

Bardzo mile wspominam także siostrę Helenę Warszawską. Wtedy, kiedy ja startowałem pracowała w KBK, ale dr Spławiński delegował ją do opiekowania się narciarzami w czasie zawodów. Jak ktoś był przeziębiony to robiła mu mleko z miodem, była naprawdę bardzo opiekuńcza, zapisywała leki, zawsze uśmiechnięta, koleżeńska. Dawała nam zastrzyki z witaminami z glukozą dla wzmocnienia. Siostra Warszawska była pielęgniarką w powstaniu warszawskim. Była dla nas jak druga matka, przynosiła nam owoce, dawała lekarstwa. Przychodnię do dzisiaj utrzymuje we wzorowym porządku, pamięta o starych zawodnikach i jak przychodzę do niej to mówi: „Mam tu dobry torcik! Chodź to cię nim poczęstuję z dobrą kawą”.

Pozostały wspomnienia po trzech olimpijskich startach, mistrzostwach Polski, wspaniały start w Semmeringu. Za swoje zasługi dla polskiego sportu Tadeusz Kwapień otrzymał wiele odznaczeń: w 1958 r. został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, zdobył tytuł Zasłużonego Mistrza Sportu (legitymacja nr 43), Srebrną Odznakę Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w 1986 r., Złotą Odznakę za Zasługi dla Zakopanego i odznakę Honorowego Członka Gwardyjskiego Towarzystwa Sportowego „Wisła” w 1966 r. Był członkiem Komisji Sędziowskiej TZN. Z nartami nie rozstał się na stałe. Był trenerem. Tadeusz Kwapień nadal spotykał się codziennie ze swoimi kolegami z narciarskich tras, Tadeuszem Kaczmarczykiem, i innymi w sali zakopiańskiego „Morskiego Oka” i przy kawie wspominał dawne starty, ale także dyskutował nad dniem dzisiejszym polskiego narciarstwa. Dla niego przygoda z nartami nie skończyła się nigdy. „Dla kochanego Tadzia” – takie i inne napisy na wieńcach i wiązankach świadczyły o tym, że pozostał w pamięci zakopiańczyków na zawsze.

Teraz biega na drewnianych „Jarvinkach” po zupełnie innych trasach...

Żegnaj...

 

Wojciech Szatkowski

Muzeum Tatrzańskie



[1] J. Kapeniak, M. Matzenauer, L. Fischer, Kronika śnieżnych tras, Warszawa 1977, s. 221-222.

[2] Wojciech Jarzębowski, Zakopiańskie opowieści jak ona herba góralska, Kraków 2003, s. 128.

[3] M. Matzenauer, J. Kapeniak, L. Fischer, Kronika śnieżnych tras, Warszawa 1977, s. 34. Skład reprezentacji Polski na Zimowe Igrzyska olimpijskie w Oslo (1952).

[4] wyniki za: Józef Zubek, Udział narciarzy-klasyków w Zimowych Igrzyskach Olimpijskich 1920- 1960, w zbiorach SN PTT 1907 Zakopane.

Zobacz w naszym sklepie:

Galerie zdjęć:


Powered by WEBIMPRESS
Podhalański Serwis Informacyjny "Watra" czeka na informacje od Internautów. Mogą to być teksty, reportaże, czy foto-relacje.
Czekamy również na zaproszenia dotyczące zbliżających się wydarzeń społecznych, kulturalnych, politycznych.
Jeżeli tylko dysponować będziemy czasem wyślemy tam naszego reportera.

Kontakt: kontakt@watra.pl, tel. (+48) 606 151 137

Powielanie, kopiowanie oraz rozpowszechnianie w jakikolwiek sposób materiałów zawartych w Podhalańskim Serwisie Informacyjnym WATRA bez zgody właściciela jest zabronione.