PODHALAŃSKI SERWIS INFORMACYJNY Podhalański Serwis Informacyjny WATRA

Zakopane

Wiadomości

Spotkanie z Tadeuszem Karczewskim ps. "Wierzba", warszawskim powstańcem

Piątek, 5 marca 2010 r.
Autor: Michał Broś - GRH „Podhale w ogniu”

fot. Anna Maciaszek - GRH „Podhale w ogniu”W ostatnią sobotę członkowie GRH "Podhale w ogniu" oraz inne zaproszone osoby, miały okazję spotkać się w Zakopanem z żołnierzem AK, powstańcem warszawskim Tadeuszem Karczewskim ps. "Wierzba". Było to możliwe dzięki uprzejmości p. Wojciecha Jasiewicza, który udostępnił pomieszczenie oraz świetnie zadbał o wszystkich gości. Spotkanie przebiegało w atmosferze wspomnień z czasów wojny, a ich początkiem była prezentacja GRH „Podhale w ogniu”. Przez kilka godzin „Wierzba” opowiadał swoje wojenne przygody.


Oto próbka tego, co dane było przeżyć bohaterowi zakopiańskiego wieczoru.

Konspiracja

W 1943 roku, Tadeusz Karczewski pracował w Warszawie w tzw. niemieckiej artylerii przeciwlotniczej, jako robotnik w części warsztatowej, gdzie naprawiano samochody przybyłe z rożnych frontów. Zajmował się sprzątaniem hangarów, z biegiem czasu Niemcy dopuścili go do przeprowadzania drobnych napraw. Ponieważ interesował się motoryzacją, w czasie pracy oglądał różnego rodzaju ciężarówki przywiezione do remontu. Znajdował w nich pojedyncze sztuki amunicji, kilka razy zdarzyła się broń krótka. W tym czasie wstąpił do Armii Krajowej i przyjął pseudonim "Wierzba". Jako człowiek obeznany z motoryzacją został przydzielony do batalionu „Parasol”, gdzie był kierowcą a jego głównym zadaniem było zdobywanie dla AK samochodów, które służyły potem w różnego rodzaju akcjach. Wszystkie wiadomości o wytypowanych do „kupienia” od Niemców samochodach (żołnierze „Parasola” określali tak właśnie akcje na niemieckie samochody) trafiały do Wojciecha Świątkowskiego ps. "Korczak", który typował konkretne pojazdy i zatwierdzał ich przejmowanie. Mechanizm całej akcji był prosty. Podstawiona młoda dziewczyna, wdawała się w rozmowę z niemieckim kierowcą, podając się za amatorkę motoryzacji i wykorzystując chełpiącego się swoim samochodem Niemca, dowiadywała się wszystkiego o jego samochodzie. Następnie wybrany samochód był śledzony i w dogodnej sytuacji przejmowany bez oddania strzału. Nie zawsze jednak wszystko szło tak jak życzyliby sobie tego „kupujący” żołnierze AK. Pewnego razu ich zadaniem było przejąć samochód jakiegoś niemieckiego urzędnika. Akcja przebiegała spokojnie, na miejscu kierowcy usiadł „Wierzba”, do samochodu wsiadło jeszcze dwóch innych z „Parasola”, oraz niemiecki urzędnik i jego mały syn. Odkąd ruszyli Niemiec prosił o wypuszczenie dziecka, gdyż strasznie, wystraszony widokiem ludzi z bronią. Po krótkiej naradzie samochód się zatrzymał i Niemcy zostali na ulicy. Kiedy samochód zaczął ruszać, urzędnik wyciągnął pistolet i zaczął strzelać w ich stronę. Sytuacja stawała się groźna, gdyż akurat w tym czasie przejeżdżał niemiecki motocykl z wózkiem bocznym, któ®ego pasażer otworzył również do nich ogień z pistoletu maszynowego. Na szczęście motocykl nie był wyposażony w karabin maszynowy. Po dość długiej gonitwie "Wierzba'' zgubił motocykl na jednej z ulic, a samochód trafił do naprawy do warsztatu AK w którym naprawiano i przemalowywano właśnie takie samochody.

Akcja „Koppe”

1 lutego 1944 roku dokonano udanego zamachu na SS-Brigadeführera Franza Kutscherę- Dowódcę SS i Policji, bezwzględnego wroga Polaków, odpowiedzialnego za liczne akty ludobójstwa. Jego następca, Obergruppenführer, generał SS Wilhelm Koppe okazał się godnym następcą Kutschery i wkrótce AK rozpoczęła przygotowania do jego likwidacji.

W lipcu1944 z Warszawy do Krakowa dotarli członkowie „Parasola” mający wykończyć Koppego. W akcji miało uczestniczyć około 20 osób. Większość z nich przyjechała pociągiem, broń została przemycona w maszynie do pomiaru gazu, która została wysłana pocztą. „Wierzba” był wtedy kierowcą samochodu ciężarowego marki Chevrolet, jechał z nim „Otwocki”. W okolicach Radomska auto popsuło się, udało się przekupić pobliskiego niemieckiego właściciela warsztatu samochodowego, u którego pracowali Polacy, do naprawy auta. O zmierzchu, po naprawie, „Wierzba” z „Otwockim” wyjechali polnymi drogami w stronę Krakowa. Doszło wtedy do bardzo groźnego zdarzenia, gdyż zatrzymała ich niemiecka żandarmeria. Ponieważ obaj mówili po niemiecku, Niemcy zaprosili ich na nocleg do folwarku, myśląc, że są volksdeutschami. Ich dowódca zaproponował im nawet łóżko w wartowni, lecz gdy okazali dokumenty, z których wynikało, że są Polakami, kazano im spać w aucie. W nocy pilnowały ich spuszczane psy. Nazajutrz, zwrócono im dokumenty i pozwolono odjechać w stronę Krakowa. Mieli jeden dzień spóźnienia. W Krakowie auto pozostawili w okolicach Wawelu(Placu Kossaka).

Koppe jeździł zwykle z obstawą i podkreślał często, że Niemcy w Warszawie jeżdżą punktualnie i tą samą trasą i dlatego są łatwym celem zamachu. Dbając o zwoje życie zmieniał często plan i godziny przejazdów. Po trzech dniach oczekiwania wreszcie wpadł w pułapkę. Zamachowcy podzieleni byli na trzy grupy: jedna miała zlikwidować obstawę, strzały jej miały oznajmić drugiej grupie o rozpoczęciu ataku i była sygnałem do zablokowania drogi. Zadaniem trzeciej grupy było zabezpieczenie i ewakuacja wszystkich z miejsca zamachu. W tej właśnie grupie był Tadeusz Karczewski. Tego dnia Koppe wyjechał bez swojej obstawy, więc grupa, której zadaniem było zlikwidowanie obstawy, nie dała strzału- komunikatu o rozpoczęcia akcji. Koppe zmieniając po raz kolejny swoje obyczaje uratował się przed niechybną śmiercią. Druga grupa, zauważywszy samochód Koppego, rozpoczęła spóźniony ogień. Samochód Koppego jednak przedarł się i zaczął uciekać w kierunku dzisiejszej AGH. Zdesperowani zamachowcy przez chwilę gonili go nawet półciężarówką, strzelając cały czas w tył pojazdu, spodziewając się że właśnie tam znajduje się ofiara. Wszyscy byli pewni że akcja się powiodła, gdyż widzieli, że osoba siedząca na tylnym siedzeniu kilka razy została trafiona. Jak się potem okazało zginął adiutant Koppego, gdyż przed wyjazdem zamienił się miejscami ze swoim szefem. W czasie powrotu do Warszawy zamachowcy z „Parasola” wdali się w walkę z żandarmerią niemiecką we wsi Kąty a następnie wpadli w zasadzkę przygotowaną przez Niemców we wsi Udóż pod Wolbromiem. W jej efekcie dwóch żołnierzy AK zginęło, a trzech zostało rannych i dostali się do niewoli, czterech innych było rannych. Niebawem wszystkich jeńców po przesłuchaniach Niemcy rozstrzelali. Pozostałym członkom grupy udało się ujść z życiem. Trafili do partyzantów działających w tamtym rejonie. Po pewnym czasie, po trzech przedostali się do Warszawy.

Powstanie

W Powstaniu Warszawskim "Wierzba" przebywał na Woli, gdzie toczyły się bardzo ciężkie walki, jak wiadomo w tej dzielnicy rozstrzelano Niemcy wymordowali 40 tys. cywili. „Wierzba” walczył w rejonie cmentarza ewangelickiego, gdzie za okopy służyły grobowce. Był strzelcem karabinu maszynowego Bren. Powstańcy wycofywali się przez ruiny Getta. W Gettcie udało się zdobyć dwa czołgi niemieckie, które jechały z otwartymi włazami, przez które udało się wrzucić do środka granaty. Powstańcy wchodzili na wyższe kondygnacje budynków i wrzucali do czołgów granaty "filipinki". Jeden czołg został unieruchomiony, drugi wjechał do rowu. Powstańcy zdobyli jeden z czołgów i przejechali nim przez Getto, które było ostrzeliwane z Pawiaka. Z czołgu została zniszczona wieżyczka z której ostrzeliwano Getto i od tej pory Niemcy nie chodzili po wyższych kondygnacjach budynków, gdyż bali się ataku.

„Wierzba” znalazł samochód, którym jeździł po żywność i amunicję. Wola padła i walki przeniosły się do Śródmieścia. Punkt ujęcia wody, z którego korzystali Polacy był ostrzeliwany przez niemieckiego snajpera, strzelał on do zbliżających się ludzi. „Wierzba” zgłosił się na ochotnika do zlikwidowania snajpera. Razem z kolegą wyszli na dach, ale „Wierzba” miał lęk wysokości, trzymał się komina. Zza drugiego komina wychyliła się lufa i wtedy kolega zaczął strzelać. Posypały się cegły. Snajper wyszedł z podniesionymi rękoma. Próbował jednak sięgnąć po karabin i wtedy zginął do strzału „Wierzby”. Niemcy bombardowali szpitale. Zbombardowany został również budynek dowództwa Armii Ludowej. Niemcy chcieli zdobyć Pałac Radziwiłów. Zdobyli najpierw pobliski dom po drugiej stronie ulicy. „Wierzba” i jego kolega o pseudonimie „Arab” podeszli na bezpieczną odległość do przejścia w Pałacu Radziwiłłów. W tym czasie przechodził niemiecki żołnierz z żywnością. Arab trafił go i Niemiec upadł. Zza ściany wyszedł niemiecki sanitariusz, aby mu pomóc. Również został trafiony przez „Araba”. Jeden z nich został zabity. Drugiemu Niemcy zrzucili przywiązany sznurek, aby się ewakuował. Ale mu się to nie udało i zginął od kolejnego strzału oddanego przez „Araba”.

„Wierzba” został przerzucony do Śródmieścia, przedostawał się tam kanałami, właz był przy pl. Krasińskich. Głowę jego chronił hełm. W kanałach wędrowali dobę. Potem został przerzucony na Czerniaków, gdzie miał ochraniać przedostające się jednostki LWP. Przez dwie noce przerzucono 800 ludzi, karabiny, moździerze i działko kal. 45mm. Gdy Karczewskiemu skończyła się amunicja do Brena, otrzymał radziecki ckm Maxim. Za stanowisko bojowe służyła mu studzienka, która go chroniła. Pewnego dnia nastąpił ostrzał moździerzowy, pierwszy pocisk uderzył w ulicę, drugi bliżej a kolejny w studzienkę. Jednak Karczewskiemu udało się tuż przed trafieniem opuścić studzienkę, ale został ranny w nogę i w plecy. Inni powstańcy wzięli go i przenieśli na brzeg Wisły. Przeprawa była w bieliźnie, do spodni schował zdjęcia, dokumenty.

Z uwagi na kłopoty z bielizną, która nie nadawała się do tego typu wyczynów pływackich, a także niedawno otrzymanej rany, zaczął tonąć. Pomógł mu powstaniec płynący przed nim. Nagle działka przeciwlotnicze zaczęły ostrzeliwać Wisłę. Im jednak udało się przepłynąć na drugi brzeg. Zostali tam zatrzymani przez żołnierzy LWP. Wtedy też, zorientowali się, że inni przepływający Wisłę przed nimi musieli zginąć. Wierzba z kolegą został zatrzymany, potem przenieśli go do szpitala w Otwocku. W szpitalu bezpośrednio zetknął się z Sowietami, poznał politykę i zasady komunizmu i ich stosunek do żołnierzy AK.

Tadeusz Karczewski „Wierzba” ujawnił się dopiero w 1947 roku jako powstaniec warszawski. Od 30 lat mieszka w Zakopanem.

Zobacz w naszym sklepie:
  • Naszyjnik "Kropla miodu"Naszyjnik "Kropla miodu"Naszyjnik z nieregularnych koralików  - Koral, oraz kilku koralików z bursztynu. Jako przekładki małe rureczki - Koral. Obwód 50 cm. 
    85 zł
  • „Gwołtu, co sie nie robi”„Gwołtu, co sie nie robi”Płyta DVD zawiera spektakl „Gwołtu, co sie nie robi” zarejestrowany w Domu Ludowym w Bukowinie Tatrzańskiej. (czas: 2 godz. 3 min.) Amatorski Zespół Teatralny...
    30 zł
  • Aniołek średni IIIAniołek średni IIIAniołek wykonany z drewna, ręcznie malowany. Zapakowany w celofan z ozdobnym sznureczkiem. Wymiary: Szerokość 6,5 cm. Wysokość 9 cm. Ozdoba np. choinkowa.
    10 zł

Galerie zdjęć:


Powered by WEBIMPRESS
Podhalański Serwis Informacyjny "Watra" czeka na informacje od Internautów. Mogą to być teksty, reportaże, czy foto-relacje.
Czekamy również na zaproszenia dotyczące zbliżających się wydarzeń społecznych, kulturalnych, politycznych.
Jeżeli tylko dysponować będziemy czasem wyślemy tam naszego reportera.

Kontakt: kontakt@watra.pl, tel. (+48) 606 151 137

Powielanie, kopiowanie oraz rozpowszechnianie w jakikolwiek sposób materiałów zawartych w Podhalańskim Serwisie Informacyjnym WATRA bez zgody właściciela jest zabronione.