PODHALAŃSKI SERWIS INFORMACYJNY Podhalański Serwis Informacyjny WATRA

Zakopane

Kultura

Legendowe postaci zakopiańskie - Działalność Mariusza Zaruskiego w TOPR (1909-1914)...

Poniedziałek, 23 sierpnia 2010 r.
Autor: Wojciech Szatkowski

Zaruski z ratownikami TOPR w KuźnicachW drugim odcinku opowieści o legendowej postaci zakopiańskiej – Mariuszu Zaruskim opowiemy o jego działalności w Pogotowiu Górskim TOPR, która obejmowała lata 1909-1914. Życiowym pomnikiem Zaruskiego stało się Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, czwarta tego typu organizacja ratownicza w Europie. Potrzeba jej istnienia, którą rozumiał Zaruski i jego bliski przyjaciel, Mieczysław Karłowicz, wynikała ze zmian w środowisku wspinaczy i taterników, którzy coraz częściej zaglądali samotnie w góry latem i zimą, zdobywając, już bez pomocy góralskiego przewodnika, coraz trudniejsze ściany i szczyty.


Zaruski słusznie pisał: - Wynik łatwo było przewidzieć. Obok znakomitego, nadzwyczaj szybkiego rozwinięcia się taternictwa, które w ciągu kilku lat stanęło na poziomie zachodnioeuropejskiego, zaczęła w sposób zastraszający wzrastać liczba wypadków. Dlatego już w 1907 r. Zaruski z Mieczysławem Karłowiczem rozpoczęli starania o utworzenie organizacji ratowniczej. Jeszcze przed jej powstaniem zorganizował kilka wypraw, jednak czas potrzebny na zebranie ochotników był według niego stanowczo zbyt długi. Tracono wtedy prawie cały dzień. Wtedy to Zaruski, wraz z Karłowiczem napisali odezwę, która uzasadniała powstanie Straży Górskiej, która została opublikowana w prasie. Ogromny wpływ na przyspieszenie utworzenia tej organizacji miała tragiczna śmierć Mieczysława Karłowicza na stokach Małego Kościelca, gdzie 8 lutego 1909 r. Karłowicz zginął w lawinie podczas samotnej wycieczki narciarskiej. Ostatecznie władze namiestnictwa c.k zatwierdziły statut organizacji ratowniczej w dniu 29 października 1909 r., który to dzień należy uważać za moment założenia Pogotowia. Początki TOPR były trudne, trzon organizacji tworzyło 12. ratowników stałych, pierwszym Naczelnikiem został Zaruski, a jego zastępcą Klemens Bachleda. Zaruski kilkakrotnie proponował popularnemu Klimkowi objęcia kierownictwa Pogotowia, z racji jego wieloletniego górskiego doświadczenia, ale Bachleda odmówił. Do Pogotowia weszli najlepsi przewodnicy góralscy, „pierwsi z pierwszych” oraz taternicy: Klemens Bachleda, Henryk Bednarski, Stanisław Gąsienica-Byrcyn, Jędrzej Marusarz-Jarząbek, Jan Pęksa, Wojciech Tylka-Suleja, Szymon Tatar młodszy, Jakub Wawrytko, Mariusz Zaruski, Henryk Bednarski, Józef Lesiecki, Leon Loria i Stanisław Zdyb. Zaruski pisał jednak z żalem, że do Pogotowia nie garnęli się taternicy „z wybitniejszych zamiejscowych zapisało się zaledwie kilku... ich pomoc była sporadyczna i dowolna, przychodzili kiedy chcieli i odchodzili tak samo”. Napisał regulamin Straży Ratunkowej TOPR, którą zorganizował w sposób wojskowy: - Bezwzględny posłuch był jej podstawą. W Straży Ratunkowej obowiązuje posłuch wojskowy, nie wolno nie spełnić rozkazu, ani krytykować zarządzeń Naczelnika i kierowników oddziałów, ani odmówić udania się na wyprawę. „Na „baczność” cisza bezwzględna. Członkowie Straży Ratunkowej (czynni) składają uroczyste ślubowanie gorliwej służby na ręce Naczelnika i obowiązani są bez względu na porę roku, dnia i stan pogody, stawić się na jego wezwanie i udać się w góry w celu niesienia pomocy zaginionym lub rannym.
Jeśli chodzi o stronę techniczną działalności Pogotowia to Zaruski wymyślił komendy, pomagające w sprawnym przeprowadzaniu akcji ratowniczych, sygnalizację wzrokową i słuchową, na wzór sygnalizacji morskiej, tworząc tzw. „tatrzański telegraf wzrokowy”, po nauce którego, za pomocą chorągiewek i ustalonych sygnałów oddziały Pogotowia mogły się porozumiewać ze sobą. W czasie poszukiwań Zaruski dzielił ratowników na oddziały, co najmniej po trzech ratowników w jednym. Członkowie poszczególnych oddziałów rozchodzili się w terenie i szukali zaginionych aż do skutku. Przy dłuższych poszukiwaniach stosował zasadę, że jeden oddział poruszał się granią, drugi trawersował ścianę mniej więcej w połowie jej wysokości, a trzeci szedł piargiem, u podstawy ściany, co zastosował między innymi w masywie Czerwonych Wierchów w czasie długich poszukiwań Aldony Szystowskiej w roku 1912. Zaruski wprowadził także zimowe szkolenie ratowników i przewodników tatrzańskich w jeździe na nartach. Na zachowanych fotografiach widać, że do poszukiwań zaginionych używał także psów. Z początku ważnym problemem była kwestia należytego zabezpieczenia finansowego Pogotowia. Zaruski rozwiązał go tworząc w roku 1913 tzw. fundusz żelazny Pogotowia, częściowo ze składek społecznych, pieniądze otrzymał także od komisji klimatycznej Zakopanego. Ratownicy nie pobierali pieniędzy za wyprawy – praca w Pogotowiu była honorowa. Wykorzystywał każdą okazję, by zasilić szczupłą kasę Pogotowia. Zaruski zajął się także zaopatrzeniem swych ludzi w jak najlepszy sprzęt ratowniczy: ubrania nieprzemakalne (peleryny z batystu Bilrotha lub Mossetiga), czekany (kupowane w sklepie Mizzi Langer w Wiedniu), haki, latarki, kuchenki spirytusowe, a na miejscu sporządzono apteczki podręczne, siatki do przenoszenia rannych, „bambusy”, woreczki na prowiant i inny drobniejszy ekwipunek. Staraniem Stanisława Barabasza wykonano drewniane szafki dla ratowników, w których mogli przechowywać swój sprzęt. Po zatwierdzeniu TOPR przez władze Galicji dokonano wyboru władz: przewodniczącym Pogotowia został dr Kazimierz Dłuski, jego zastępcą Stanisław Barabasz, Naczelnikiem Straży Mariusz Zaruski, zastępcą Klimek Bachleda, a lekarzem Pogotowia był dr Wacław Kraszewski.

Pierwsze wyprawy ratownicze...

Zaruski jako Naczelnik wyznaczał moment rozpoczęcia wyprawy w ok. 1,5 godziny od otrzymania wezwania o wypadku, ratownicy zbierali się przy Dworcu Tatrzańskim, a Naczelnik dzielił wtedy „toprowców” na oddziały i wyznaczał ich kierowników. Członkowie TOPR zabierali ze sobą sprzęt ratowniczy, 15-20 minut zajmowało zakupienie prowiantu. Na akcje wyruszano powozami lub furkami góralskimi, a po dotarciu w pobliże miejsca akcji, oddziały, według marszruty opracowanej przez Naczelnika, rozchodziły się w różne strony w poszukiwaniu zaginionych. Akcja ratownicza trwała nieraz kilka dni, z dnia na dzień aż do odnalezienia turysty np. akcja poszukiwawcza po Aldonę Szystowską trwała ponad miesiąc. W czasie wypraw zimowych ratownicy szli na nartach i obowiązywał ekwipunek zimowy. Jeśli chodzi o dyscyplinę, to Zaruski z dumą powiedział kiedyś, że w ciągu pięciu lat jego pracy jako Naczelnika Pogotowia nigdy nie zdarzył się przypadek niesubordynacji lub niestawienia się na wyprawę, a sprawna „maszyna” Pogotowia, stworzona przez niego, działała bez zarzutu. Najcięższą wyprawą tego okresu była akcja poszukiwawcza po Szulakiewicza na północnej ścianie Małego Jaworowego Szczytu w sierpniu 1910 r., w której zginął Klimek Bachleda. Wyprawa ta została przeprowadzona w terminie od 5 do 16 sierpnia 1910 r. Podczas wspinaczki Stanisław Szulakiewicz odpadł od ściany i w wyniku odniesionych ran nie mógł poruszać się o własnych siłach. Po dotarciu do Zakopanego partnera Szulakiewicza, który stwierdził iż zostawił rannego kolegę w ścianie rozpoczęła się akcja ratownicza. Wyprawa była prowadzona w niezwykle ciężkich warunkach pogodowych, w czasie deszczu i burzy, które zmieniły ścianę Małego Jaworowego Szczytu prawie w siklawę (wodospad). Ranny taternik znajdował się w trzech czwartych wysokości ściany i ratownicy wspinając się do góry słyszeli jego głos. Toprowcy wprost zamarzali w ścianie, przemoczeni do nitki. Doszli do Szulakiewicza bardzo blisko, bo brakowało im tylko do rannego taternika ok. 80 metrów. Dalej, jak po latach pisał Zaruski – iść nie dali rady. Tylko Klimek Bachleda po krótkim wypoczynku poszedł dalej żlebem w górę i jak się potem okazało, znalazł w nim swoją śmierć. Zaruski podjął wtedy niewątpliwie bardzo ciężką dla siebie decyzję o odwrocie, co równało się śmierci Szulakiewicza, ale o poruszaniu się wyżej nie było mowy, gdyż dalsze prowadzenie wyprawy mogło tylko powiększyć liczbę ofiar. Po poprawie pogody odnaleziono ciała Szulakiewicza i Bachledy i zniesiono je w doliny. Po zakończeniu akcji padło oskarżonie Zaruskiego o celowe spowodowanie śmierci „króla przewodników tatrzańskich”. Zaruski zażądał wtedy sądu nad sobą i ocenienia jego postępowania – sąd ten w składzie: prof. W. Kulczyński, dr A. Kuczewski prof. M. Smoluchowski oczyścił Naczelnika TOPR ze wszystkich zarzutów, a wyniki jego pracy opublikowano w gazetach zakopiańskich.
Zaruski doprowadził do tego, że Pogotowie TOPR od początku swego istnienia zostało zorganizowane na wysokim poziomie, za jego osobistym przykładem. Stale podnosił kwalifikacje przewodników. W dzień i w nocy, w pogodę i słotę, w łatwym terenie i najtrudniejszym, sam osobiście prowadził członków Pogotowia. W tym okresie przyjęto nowych członków do TOPR: przewodników – Jana Stopkę-Ceberniaka, Jana Obrochtę-Bartków oraz taterników – Pawła Kittaya, Stefana Mazurkiewicza, Janusza i Jerzego Żuławskich, Leona Lorię, Jana Małachowskiego, Konstantego Aleksandrowicza, Tadeusza Korniłłowicza i Józefa Oppenheima (ten ostatni zastąpił Zaruskiego jako kierownika Pogotowia i prowadził je w latach 1914-1939). Ratowników doszkalano na organizowanych co roku kursach, gdzie uczono ich posługiwania się nowym sprzętem, a dr Kraszewski uczył podstaw pomocy rannemu w terenie. Dlatego Zaruski, opuszczając Zakopane w 1914 r. mógł być spokojny - TOPR było organizacją wypróbowaną, miało za sobą ok. 20 akcji ratowniczych w terenie, zarówno latem jaki zimą. Oprócz działalności górskiej Zaruski wiele pisywał na tematy tatrzańskie do zakopiańskich gazet, będąc współzałożycielem jednej z nich, tygodnika „Zakopane”. Prowadził zakrojoną na szeroką skalę działalność społeczną w wielu zakopiańskich instytucjach, jak w Towarzystwie Tatrzańskim. Jak pisze Witold Paryski w Wielkiej Encyklopedii Tatrzańskiej, o swe ideały prowadził długą i wytrwałą walkę. Trzeba na koniec wyraźnie podkreślić, że Zaruski odcisnął się w historii Zakopanego i Tatr niezwykle silnie i pozytywnie – dlatego też w szopce zakopiańskiej Stanisława Hirschla nazwano go nie bez przyczyny „królem Tatr”, gdyż w dziejach zdobycia i poznania Tatr zaznaczył się naprawdę po królewsku".

W galerii zdjęcia ze zbiorów Muzeum Tatrzańskiego im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem.

Wojciech Szatkowski

Muzeum Tatrzańskie im. Dra Tytusa Chałubińskiego, Zakopane

www.muzeumtatrzanskie.pl

Zobacz w naszym sklepie:
  • Sakiewka IVSakiewka IVSakiewka filcowa z haftowanym ludowym motywem. Zamykana na rzep. Szerokość ok. 9 cm Wysokość ok. 14 cm Długość ze sznurkiem ok. 49 cm Materiał: Filc Kolor...
    35 zł
  • Torebka filcowa XIIITorebka filcowa XIIITorebka filcowa z haftowanym ludowym motywem (haft maszynowy). Zamykana na zamek błyskawiczny. Środek z czerwonej podszewki, z kieszenią boczną i smyczą...
    160 zł
  • Torebka filcowa VITorebka filcowa VITorebka filcowa z haftowanym ludowym motywem (haft maszynowy). Zamykana na zamek błyskawiczny. Środek z czerwonej podszewki, z kieszenią boczną i smyczą...
    160 zł

Galerie zdjęć:

Zobacz także:


Powered by WEBIMPRESS
Podhalański Serwis Informacyjny "Watra" czeka na informacje od Internautów. Mogą to być teksty, reportaże, czy foto-relacje.
Czekamy również na zaproszenia dotyczące zbliżających się wydarzeń społecznych, kulturalnych, politycznych.
Jeżeli tylko dysponować będziemy czasem wyślemy tam naszego reportera.

Kontakt: kontakt@watra.pl, tel. (+48) 606 151 137

Powielanie, kopiowanie oraz rozpowszechnianie w jakikolwiek sposób materiałów zawartych w Podhalańskim Serwisie Informacyjnym WATRA bez zgody właściciela jest zabronione.